Mech na słomianym dachu
weekendowa turystyka po płotach i krzakach


piątek, 3 stycznia 2014

Z kopyta


W weekend planuję odsypiać, toteż już dziś relacja sylwestrowa, bo czemużby nie? Na wsi on był, ten Sylwester, pasuje jak ulał.

Odkąd są małolaty, nie byliśmy na żadnym wychodnym sylwestrze, zamarzyło nam się więc coś innego niż zawsze. A że w listopadzie spadł śnieg, skojarzenie przyszło samo - kulig! Wprawdzie wiadomo, że zimy to za dziada pradziada jedynie trwały od Wszystkich świętych po Wielkanoc, ale wiara góry przenosi. Góry może i tak, ale śniegu nie nasypała.

Będzie kulig na kołach.
Wyszykowaliśmy stroje (zapowiedziano, że na bal po kuligu nie wpuszczają bez przebrania), co nie było wcale łatwym przedsięwzięciem; tylko mąż od razu wiedział kim chce być i kompletował gadżety - kombinezon malarski, laskę z gałki od karnisza i drążka do zasłonki prysznicowej owiniętej taśmą izolacyjną, melonik, majty i szyte w ostatniej chwili z prześcieradła szelki. Pewnym problemem był makijaż oka - jak tu umalować faceta, kiedy go łaskocze i majta on tymi rzęsami i drga i wysmykuje się i rozmazuje wszystko???
Na koniec zapowiedział, że życzy sobie zdjęcie z tym, kto rozpozna postać. Znawca znalazł się tylko jeden..



Sama zastanawiałam się nad anielicą (małolat dostał skrzydła w przedszkolu), południową kacykówną (afroperuka i stosowna kiecka) lub kotem, który ostatecznie zwyciężył w głosowaniu (mąż wyszykował mi gustowne uszy z nieużywanych onucy od kaloszy...)

Pobłądziwszy maluczko na wertepach (gdy strzałka stoi za skrzyżowaniem po prawej stronie drogi i wskazuje na lewo, to obejmuje też drogę idącą prosto, czy nie? ;) ), dojechaliśmy w okolice Sztumu, do Stajni Iskra, która chwali się historią od tego dziada pradziada (co to za niego owe śniegi bywały). Hotel nad stajnią, drewniane długie stoły, boazeria na ścianach, naturalne bale jako filary, ozdoby wiklinowe, figurki koni... klimacik. 
Przy barku chlebek, smalczyk, ogóry, pasta z cieciorki, z łososia, gorąca herbata - co tam ognisko, co tam kaczka o północy i jakieś dziczyzny - oderwać się nie można od chlebka!

Pominę pokoje (nagrzane!) i buszowanie w biblioteczce; tuż przed zmrokiem konie wprzęgnięte do dwóch krytych wozów i bryczki - dobrane kolorystycznie, wyglądają w parach cudnie, spod daszków niesie się z kociołków zapach grzańca, między kieszeniami a kubeczkami wędrują też naleweczki - ruszamy! My w pierwszym wozie, konie sforują się do przodu, na licznych dziurach leśnych i korzeniach buja niczym wielbłądem na pustyni, ale cenna zawartość kubeczków roni się nielicznym, inni zapobiegliwie przelewają ją czem prędzej w żołądki.

Co jakiś czas nasz Gospodarz Kuba opowiada o mijanych atrakcjach turystycznych - na prawo proszę państwa widzimy las, na lewo... las! By czasem zaskoczyć... lasem po prawej i lasem po lewej. Żartuje sobie tak wdzięcznie, że i grzaniec niepotrzebny, by zachichotać. Udało się zobaczyć też dziczyznę, która okazała się okolicznym psem, jednak jeszcze z kwadrans później i w półmroku nie do odróżnienia!


W okolicach leśniczówki ognisko, kiełbaski, bigos i oczywiście kolejna porcja grzańca. Kiełbaski niesforne, leciały w ogień hurtowo, obrażając się na zbyt grube kije lub też zbyt silny płomień, kto je tam wie właściwie.
Potem powrót.

Z pochodniami. Wreszcie.

Ciemno już niemożebnie, co odważniejsi zasilili cieki leśne w blasku komórek, teraz panowie dostają zadanie bojowe - utrzymać ogień. W zeszłym roku pochodnie miały pewną wadę - nie paliły się. Wzięliśmy to za kolejny żart, ale okazało się, że nie końca. Tylko naszym panom udało się utrzymać płomień aż do końca trasy. Bryczka i drugi wóz jechały w ciemnościach, ratując się latarkami. Było im tym ciemniej, że nasze rumaki znów się wysforowały i zostawiły resztę daleko w tyle.
Ale nie byliśmy tacy egoistyczni - zostawialiśmy ślady niczym Jaś i Małgosia okruszki. Pochodnie roniły światełka na podobieństwo świetlików - nie wiem, czy dogasały same, czy tamci zatrzymywali się, by je wygaszać, coby las nie poszedł z dymem. Co jakiś czas ratowaliśmy te nasze znicze olimpijskie, odpalaliśmy jedne od drugich, w końcu na dobre złączono je razem z tyłu wozu.
Wyglądaliśmy jak rakieta.
Z dopalaczami.
Przed samą stajnię dotarła ledwie jedna pochodnia, honorowa. Lecz gdy tylko padło hasło, by poczekać na spóźnialskich i im poświecić, natychmiast zgasła!


 W pędzie większość zdjęć wyszła o tak (i znalazły się te sanie, nawet z reniferami):

 Konie w ciemności, w dalekim błysku latarek robiły niesamowite wrażenie, niczym nocne demony... Ścigające nas demony...


Zimno było straszliwie. Wrażenie spotęgowało się po wyjechaniu z lasu, więc szybciutko do pokoi, odtajać pod grubymi kocami, przy herbatce, przy szmerze bajek na Pulsie2 (mąż nie wytrzymał, jest telewizor to musi grać ;) ).

Wreszcie kolacja i bal. Bal jak bal, dobry didżej zawsze poderwie towarzystwo, a temu nic nie brakowało!
Ale wyżerka... Mięska... Kluseczki... Modra kapustka na gorąco, suróweczki, sałateczki, zapiekane ziemniaczki pod kaczuszkę. No dobra, wcale nie jestem żarłok. Na drugi dzień były konie. Znaczy jazdy konne dla wszystkich, w ramach niespodzianki.

Ach. Kiedy to ja ostatnio w siodle siedziałam... Oczywiście strój nieodpowiedni, niezbyt luźne dżinsy, kozaki i marynareczka (podprowadziłam mężowi wyjściowy sweter na samą jazdę), bo przecież się nie spodziewaliśmy, tyle co przejażdżki wozami. Udało mi się wyprosić przeniesienie z grupy początkującej (nie zrobiłam dobrego wrażenia wizualnego!), z pominięciem "geriatrycznego kłusa w terenie", do grupy z galopem prowadzonej przez Gospodynię Kasię. Koń został ten sam. Przed uzyskaniem zgody, kazano mi zagalopować na maneżu. Przyznaję, że łatwo mi nie przyszło dogadać się z klaczką, ale pół kółka przeleciałyśmy i rotmistrz (prawdziwy, ojciec Gospodarza), prowadzący grupę geriatryczną, krzyknął zza drzew, by mnie puścić. Z wrażenia dostałam zadyszki. 

Klaczka może wolałaby półsennie dreptać po maneżu, bo parę razy potykała się o własne nogi (albo i korzenie), ale i w galopie nie odpuszczała, siedziała niemal na zadzie prowadzącego, co dla mnie - nigdy nie jeżdżącej w zastępie, było nader stresujące. Na naszych jeździłam w pojedynkę lub w parze obok siebie i koń gnał swobodnie przed siebie, bez żadnych hamulców.
Kozaczki ślizgały się w strzemionach, toczek opadał na oczy, w łydkach czułam te wszystkie lata przerwy, ale... była to najwspanialsza godzina całego Sylwestra. A właściwie już nowego roku. Znów miałam konia pod sobą, czułam zapach i dotyk sierści, słuchałam parskania...

Fajnie się zaczął ten rok. Zakwasów o dziwo nie ma ;)

A tu na koniec pewien sympatyczny rudzielec ze stajni - na jego widok lekko ścisnęło mi się serce, bo taki sam nasz, odszedł do kociej krainy tuż przed Sylwestrem...

To tyle wrażeń. Acha - nie napisałam za kogo ten mąż był przebrany, kto wie?

54 komentarze:

  1. Mąż? Pewnie za dżender? :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dara/Starsza03.01.2014, 01:30

    Za Jontka?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mechaniczna pomarancza, nazwiska goscia nie pomne.
    Fantastyczny sylwester!
    Duzo szczescia w nowym roku! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo :) Zaskoczyłaś mnie :)

      Dziekuję i odwzajemniam Panterko.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Pietia, jakiś rozmowny dzisiaj, też dobra imprezka musiała być ;)

      Usuń
  5. Vulpian de Noulancourt03.01.2014, 07:35

    1. Faktycznie strasznie te konie wyglądają. Dobrze, że nie kąsały.
    2. Co do przebrania małżonka - sądzę, że rację ma Anna Maria P. Nie pamiętam dokładnie, ale to chyba był Alex.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełnym świetle były cudne :)

      Alex jak najbardziej. A. przywiózł sobie z domu Jesień w Pekinie i będzie szukał Vulpiana, hehe.

      Usuń
    2. Vulpian de Noulancourt08.01.2014, 14:36

      To świetna książka, ale Vulpiana w niej nie znajdzie. Ten prawdziwy Vulpian (trochę inaczej pisany: de Naulaincourt) jest przez jedną sekundę bohaterem "Czerwonej trawy".
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. A to tego nie ma na stanie :) też czytał ale nie pamięta.

      Usuń
  6. należał Ci się taki fantastyczny sylwester
    przebranie za bałwanka w majtkach

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastyczny mieliście Sylwester! Aż mi się marzy coś takiego w przyszłym roku! Stajnię Iskra znam, moja córa jeździła tam w czasach szkolnych na obozy jeździeckie - bardzo fajne miejsce. Pozdrówki i najlepsze życzenia:-))) Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, gdybym wiedziała wcześniej, podpytałabym jeszcze :) choć nie miało to wielkiego znaczenia, bo to rzeczywiście bardzo fajne miejsce, a jeszcze fajniejsi ludzie. Tylko trochę za daleko od nas na częstsze wypady.

      Wszystkiego dobrego i Wam!

      Usuń
  8. W rankingu sywestrów zajęlibyście pierwsze miejsce :-)))
    A zdjęcie jakie Ci wyszły artystyczne, extra :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. artystyczne, hehe - oczywiście :D jak coś się nie może udać, to trzeba jeszcze bardziej popsuć i będzie abstrakcja, o ;)

      Usuń
  9. Zdziwisz się jak Ci napiszę, że zzieleniałam z zazdrości kiedy wspomniałaś o koniach ? Ty farciaro:)))
    Na 2014 tylko takich wspaniałych niepodziewajek jaką miałaś w Nowy Rok:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakaś maseczka z alg? :D

      bardzo bym chciała, zwłaszcza konnych ;) choć mąż zaczął napomykać o szukaniu koni w okolicy, może coś drgnie w temacie i małolaty też pojeżdżą...

      Usuń
  10. Jak mniemam za tego gościa z mechanicznej pomarańczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze mniemasz ;)) i dobrze Cię widzieć. Nawet tego Kubusia... ;p

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Konie ponoć fajerwerki zeżarły, ale i tak huczało w okolicy ;)

      Usuń
  12. Mialas naprawde cudownego Sylwestra, zycze aby caly rok byl taki pelen niespodzianek i radosci!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Star, zrobimy co się da, totka też puścimy, zgodnie z dowcipem ;)

      Usuń
  13. Super! Ja sylwestra tradycyjnie przespałam, bo robota rano czekała.

    OdpowiedzUsuń
  14. No proszę jaka relacja :) Pozdrawiamy serdecznie sasiadów ze stołu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz babo placek... :D
      biesiadników poznaję wyłącznie po przebraniach ;)

      Usuń
  15. To jest dopiero Sylwester. Klimatyczny, niebanalny i pewnie długo pozostanie w pamięci:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak, zwłaszcza, że pierwszy od długiego czasu ;)

      Usuń
  16. Wiedziałam, śnieg jest przereklamowany :)
    Pomyślności w Nowym Roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, nie pogoda się liczy, a ludzie i własne nastawienie :))

      dziękuję pięknie!

      Usuń
  17. Allleeee się działooooo! Wspaniale było przejechać się z Tobą w półkoszkach
    I tylko koni, koni, koni żal...

    OdpowiedzUsuń
  18. Czesławie podkradłeś mi słowa, które od wczoraj nucę :)))
    Babi - cudnie spędziliście pożegnanie starego i powitanie NOWEGO !
    Opisałaś tak obrazowo, że wcale, a wcale nie zazdraszczam, że i mnie tam z Wami nie było :)))
    W relacji brakuje mi obrazu "kotecka" obok białej pomarańczy :)

    Przywołałaś wspomnienie mojego kuligu na Wigrach w 1979 r :) , jakoś nam pochodnie nie gasły, a ja więcej biegłam obok sań, bo tak mi szkoda tych koni było ? , to też, ale był wówczas mróz dwudziestostopniowy, więc zamiast grzańca pachnącego korzeniami, wolałam nadążać za kopytnymi :)))

    PS. Współczuję odejścia rudzielca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po ciemku bez śniegu trudno biegać, acz też zeszłam na chwilę (po czym się okazało żeśmy na miejscu).

      koteczek... prywatnie ;)

      Usuń
  19. No właśnie, Alex jest, a gdzie kocica? Fotorelacja jest niezupełna!
    Chyba, że to to ostatnie zdjęcie?
    Gratuluję znakomitej zabawy, oby jak najwięcej radości w nowym roku was spotykało!
    A jaka wyżerka! "..zapiekane ziemniaczki pod kaczuszkę. (...) Na drugi dzień były konie" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę nie wycinać z kontekstu ;D

      Usuń
  20. Oj fajny Sylwester mieliście. Na taki to bym się skusiła. Moje dziecię na studniówkę też przebrało się za taką sama postać, jak Twój Małżonek. Różnica była taka, że zamiast kombinezonu były białe kalesony, na to slipy, w wiadomym miejscu zwinięta para skarpet wsadzona. Do dziś mam laseczkę, bo ładna z zieloną gałką. I melonik, też mam:)))) A gdzie Twoje zdjęcie? Chcę kota!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no masz, na kalesony nie wpadł... a taki prosty pomysł ;)

      Usuń
  21. No i popatrz, jak pięknie sie zbiega z chinskim rokiem kónia ;). Wprawdzie onże dopiero z koncem stycznia sie zaczyna, ale początek zrobiony. Najlepszego 2014 naszego, chinskiego i wszystkich innych!

    OdpowiedzUsuń
  22. Stęskniłam się za Twoim babskim gadaniem. Nie było mnie dawno bo i roboty przed świętami miałam dużo i wirusy dopadły w samiuteńki Nowy Rok (pewnie jakbym tego grzańca popróbowała to by mnie nic nie ruszyło!) :))

    Szczęścia, zdrowia w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zalezy na jakim etapie próbowanie by się skończyło :D

      Usuń
  23. To widzę, że masę przygód przeżyliście na przełomie roków :).
    U nas zabawa była spokojniejsza, ale równie satysfakcjonująca.
    Pozdrowienia na Nowy 2014! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Odpowiedzi
    1. A ja zapraszam w Twoim imieniu wszystkich innych :)

      Usuń
  25. Świetnie to opisałaś. Przypomniał mi się mój Sylwester kiedy byłam jeszcze nastolatką i pracowałam w stajni. Jechałam wtedy na koniu w ludowej sukni, robiąc eskortę dla gości na saniach. Miałam też podpalić ustawiony w dole z pochodni napis 2001. Niestety pochodnia okazała się za ciężka i nie mogłam jej utrzymać. Napis podpalił ktoś inny. Też mi dzisiaj brakuje jazdy konnej. Aż przeszedł mnie dreszcz, jak czytałam o Twoich wrażeniach z galopu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli pochodniami były podobne pagaje jak u nas, to wcale nie dziwne :))

      Usuń
  26. Wrażeń powinszować:) Pomarańcze zwykłem jadać, a nie oglądać, to i nawet zielonego pojęcia nie mam, o czem tu się prawi, zatem skupię wzrok na koniach:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Miły Gościu, nie bądź anonimem - zaloguj się lub w "Nazwa/adres URL" wpisz swój nick.
W notkach starszych niż 30 dni, komentarze są moderowane dla ograniczenia aktywności spambotów.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Zobacz również

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...